piątek, 10 czerwca 2016

Jak zdobyć serce królowej - "Korona" Kiery Cass



            Witam Was w krótkim poradniku dotyczącym tego, w jaki sposób należy zdobyć serce królowej. Po pierwsze nie popisuj się przed nią Twoją znajomością polityki, historii, ekonomii. Ona ma pewnie większą wiedzę. Poza tym władczyni liczy na osobę, która zawsze będzie ja wspierać, pomagać, kochać. Nie szuka współpracownika. Po drugie królowa jak każda kobieta uwielbia jak mężczyzna jest oddany, szczery, romantyczny, szarmancki. Nawet jak wydaje Wam się, że Was nie znosi, gardzi Wami, jest niedostępna, ona może coś do Was czuć, więc zasada numer trzy zawsze się staramy, jesteśmy sobą i i nie mącimy kobiecie w głowie, bo ona ma i tak dużo zmartwień i obowiązków. Na tym muszę niestety poradnik zakończyć, bo nawet najbliższa rodzina, ani kandydaci nie wiedzieli czego oczekuje Eadlyn po swoim partnerze.  Eadlyn, którą poznajemy w "Następczyni" jako egoistyczną, samotną z własnego wyboru i jak to ona ujmuje najpotężniejszą kobietę w królestwie, nie wie czego chce. Jest rozdarta między własnym dobrem, a przyszłością królestwa. W trakcie Eliminacji pojawia się jednak szansa, że córka Americi i Maxona też odnajdzie miłość. Dziewczyna przechodzi wewnętrzna przemianę. Zaczyna dostrzegać to, czego wcześniej nie widziała, myśli o swoich poddanych, najbliższych, jest nawet wstanie wybaczyć tym, którzy ją skrzywdzili. Potrafi dla Illei i swoich rodziców odrzucić własne szczęście i stać się odpowiedzialna i nielekkomyślna. Prawda, że to zupełnie inna Eadlyn?
"Nie, cały ten proces nie miał sensu, ale zaczynałam rozumieć, jak to się dzieje, jak to możliwe, że w trakcie tego wszystkiego w sercu rodzi się jakieś uczucie. Na to właśnie teraz liczyłam: że jakimś cudem obowiązek i miłość spotkają się, a ja pomiędzy nimi znajdę szczęście."
            Kandydatów jest co raz mniej, a każdy z nich coś znaczy dla księżniczki. Dziewczyna zaprzyjaźniła się z nimi, a nawet ich pokochała, a myślała, że nie będzie nigdy do tego zdolna. Kandydaci w drugiej części powieści staja się bardziej barwni, wiemy o nich więcej, a niektórzy skrywają nawet kilka tajemnic. Jednak myślę, że to nie wątek miłosny był w tej książce na pierwszym planie. Czytając ją nie czułam tej magii, która po prostu emanowała z kart powieści opowiadających o Ami i Maxonie. Tym razem najważniejsza była polityka i to jak Eadlyn poradzi sobie jako reagentka, którą została mianowana przez króla. Uważam, że zwrócenie większej uwagi na strukturę państwa i na to, co się w nim dzieje było ogromną zaletą tej części, jednaj jak już mówiłam zabrakło mi tej baśniowej, romantycznej atmosfery, która była niewątpliwą przyczyną, że zakochałam się w "Rywalkach".

"Trzeba pogodzić się z istnieniem niedoskonałości, nawet w rzeczach, które wydają się całkowicie doskonałe."
            Nie żałuję  czasu spędzonego przy "Koronie", bowiem była to z tej części dowiedziałam się, że życie królowej nie jest tak piękne i kolorowe jak zawsze myślałam, że jest to ogromny obowiązek. Poza tym tej książki się nie czyta. Przez nią się płynie. Historia wciąga bez reszty. Mimo, że jest gorsza od swoich poprzedniczek i tak warto znaleźć chwilę i ją przeczytać, może dzięki temu więcej osób polubi Eadlyn, która jak już wspominałam staje się mniej nieznośna. Poza tym dowiadujemy się wiele ciekawych rzeczy o Maxonie, a także skrywanych przez niego sekretach ...
            Z bólem serca niestety muszę pożegnać się z ta serią, lecz na pewno jeszcze kiedyś do niej powrócę.








                                                                                                Daria

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz